Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Miasto Stołeczne Warszawa

Dziesiątki miejsc na poranne spacery
Szekspir – teatru sedno – na Sewerynowej tacy
O tym, że Szekspir ożywia nasz świat wyobraźni, że dostrzegamy w nim więcej prawdy duchowej niż rzeczywistości zmysłowej pisał już Goethe („O Szekspirze w nieskończoność”). Szekspir jest jak świat albo życie. Każda epoka znajduje w nim to, czego sama szuka i co sama chce zobaczyć – to Jan Kott. Zmarła niedawno aktorka Elżbieta Czyżewska (okrzyknięta polską MM) w dojrzałych życia wiosnach obsesyjnie roztrząsała, czy Shakespeare był aby „egzemplarzem pojedynczym”, czy też autorstwo jego gigantycznego dorobku należałoby przypisywać jakiejś dramaturgicznej pisarskiej zbiorowości. No bo jak jeden facet byłby w stanie tak detalicznie zdiagnozować i pokazać w zwierciadle teatru życie i świat?...

Czy zatem jeden facet mógłby pokazać na scenie tak różne fizycznie i charakterologicznie postaci, zaludniające napisane przez Williama ze Stratfordu jego tragedie i komedie? Wyobraźcie sobie, że… i owszem. „Wyobraźcie sobie… William Shakespeare”. I Andrzej Seweryn.

Przy przekroju i układzie tekstów zaproponowanym przez Seweryna-aktora, reżysera Jerzego Klesyka i Piotra Kamińskiego – Szekspira lepiej znać, wtedy tylko konsumpcja tej układanki-przeplatanki dostarczy wrażeń w dwójnasób. By bawić się czy w refleksji taplać, za aktorem podążać, wyobraźnię uruchamiać czy wobec widzianego dystansować, dobrze byłoby kiedyś wcześniej co nieco przeczytać. Albo lekturę nadrobić… (bądź sięgnąć po brytyjską – akademicką – jednakże znakomitą serię szekspirowską Spektali Teatru TV BBC).

Na początek Makbet, drwiący z przepowiedni wiedźm i zmagający się z wizją nieuchwytnego sztyletu. Zaraz po nim brawurowo-kontaktowa piosneczka Chodź dziewczynko i daj pyska… A za chwilę Hamlet (dojrzały, po przejściach), tłucze w głębi sceny flaszkę i z nieśmiertelnym Być albo nie być… zatacza się, dzierżąc w dłoni odłamek szklanej szyjki. „Pochlasta się”? Gdzie tam – opamiętany wyrzuca odłamek w kąt – tak to świadomość czyni nas tchórzami… Długa pauza, zda się trwająca w nieskończoność. Świadomość jej znaczenia, wiara w dramatyczną moc ciszy absolutnej czyni aktora umiejętnym szafarzem emocji. Seweryn to wie – i z całą umiejętną perfidią z wiedzy tej, doświadczonej korzysta! Jak cios z kontry wybrzmiewają pierwsze takty popularnego Only you… Oślepły, kuśtykający o lasce Lear przeistacza się w okamgnieniu w wiotką, powabną Julię w szacie białej – jest Julią samą – O Romeo, czemu ty jesteś Romeo… – i komentarzem do niej! Komentarzem wytańczonym, wyłkanym, uwznioślonym, bolesnym – a nade wszystko zdystansowanym, przefiltrowanym przez wyobrażenie o miłości czystej, przez gorzką pewność jej kruchej, narażonej na ciosy natury.

Za moment dostrzegamy Otella targanego wątpliwościami – Gdy różę zetnę, więcej nie zakwitnie – opętanego zazdrością i szukającego usprawiedliwienia – Słodki oddechu, mógłbyś sprawiedliwość zmusić, by miecz złamała… W scenie tej niemo partneruje Sewerynowi Marta Waldera. Ona też udanie naśladuje kukułkę w piorunującym zderzeniu story czarnoskórego zazdrośnika z wyśpiewanymi i wytańczonymi zaraz potem kupletami o zazdrosnym mężu, którego namolne a wymowne kukułki kukanie do istnego doprowadza szału! Henryk V drwi przed bojem ze śmierci, a nieźle podchmielony szekspirowsko-sewerynowy rubaszny Falstaff (kompan króla) w naturalistycznym aktorskim poemaciku gestu, mimiki i artykulacji (wokalny cytat z Édith Piaf) wychwala wyższość białego hiszpańskiego kseresu (angielskie sherry) nad innymi trunkami; Tymon Ateńczyk (tytuł pierwotny: Historia Tymona Ateńczyka, człowieka, który nienawidzi ludzi) wygłasza rozdzierającą perorę o moralnej zgniliźnie i upadku…

Perełkami Sewerynowego Szekspira okazują się fragmenty dwa. W jednym (Dwaj panowie z Werony) jako clown Piskorz w sławnym monologu z psem (tocząc jednocześnie zabawny dialog z widownią), usiłuje – wykorzystując do tego parę butów – odtworzyć dramaturgię wstrząsającego pożegnania z domem. W drugim (Ryszard III) – odgrywa odrażającego, naznaczonego ułomnością i pychą bohatera, w chwili gdy temu udaje się nakłonić, zrazu niedostępną Lady Annę (której zabił męża i teścia), by mimo to została jego żoną! Wcielona synteza zła tryumfuje, a Seweryn obnaża tę ludzką gangrenę podobnie jak w niezapomnianej roli z inscenizacji Ryszarda III w Teatrze Telewizji w roku 1989.

Seweryn nie pierwszy raz udowadnia, że samotnie potrafi przykuć uwagę widza-słuchacza jak rzadko który ze współczesnych polskich aktorów. Podaje Szekspira pokrajanego na plastry wnikliwym interpretacyjnym laserem, przefiltrowuje teksty przez tomograf odsłaniający pokłady i warstwy znaczeń. Odziera ze skóry, oddziela słów mięsiwo od kośćca i pozwala widowni uruchomić wyobraźnię teatralnego smaku. Postmoderniści (od siedmiu boleści!) i wybrzydzacze-myszkoklikacze niechaj utyskują i pyszczą, że błazenada, przerysowanie i karykaturalny naturalizm. Wolę ja tysiąckroć „błazenadę” taką od bezpłciowości i profesjonalno-warsztatowej nieudolności tych, którzy nie znajdując zawodowego spełnienia na dechach sceny, bez lada powodu wypróżniają się ochoczo na planach żenujących seriali i telenowel. Ogrom sceny na Karasia przygwoździłby ich niechybnie, sprowadzając do roli popiskujących myszek.

A z Panem – uczta, Mości Panie Andrzeju… Szekspirowsko-aktorska uczta (uczta się, niedouki!) prawdziwa! – Po tym, kto śpiewa sam, zapadnie cisza… (finał sonetu VIII, Shakespeare). Opada kurtyna w Polskim po Sewerynowym samotniczym (?) Szekspirze. Ale cisza (gdy milkną brawa) – nie zapada. Coś nam długo, długo jeszcze w duszy gra…

Krzysztof Rozner

5 i 6 stycznia 2011, Teatr Polski w Warszawie, Andrzej Seweryn w spektaklu „Wyobraźcie sobie…” William Shakespeare, reżyseria Jerzy Klesyk (spektakl będący produkcją Teatru im Słowackiego w Krakowie - premiera: 26.09.2009 r.)

Multimedia